Zanim zapytasz o cenę, zadaj sobie jedno pytanie: dla kogo właściwie jest ta strona? Bo w Krakowie odpowiedź na to pytanie zmienia wszystko — budżet, język, to, jak strona ma się zachować w lipcu, i to, czy w ogóle przetrwa pierwszy weekend długiego sezonu.
Są dwa Krakowy: turystyczny i korporacyjny — Twoja strona zależy od tego, który obsługujesz
Pierwszy Kraków to ten, który widzi turysta. Hotele na Starym Mieście, restauracje wokół Rynku, biura podróży organizujące tour po Wieliczce i Auschwitz, przewodnicy, kawiarnie na Kazimierzu, apartamenty na doby. Ten Kraków żyje z ruchu, który przychodzi z zewnątrz, mówi w pięciu językach i rezerwuje z telefonu, stojąc gdzieś między Sukiennicami a Wawelem.
Drugi Kraków to BPO i SSC — biura Cisco, Shella, HSBC, ABB, całe piętra w Quattro Business Park i na Zabłociu. Korporacyjny, B2B, po angielsku, ale z zupełnie inną dynamiką: tu nikt nie rezerwuje przez stronę o 23:00 w sobotę.
Większość moich krakowskich klientów siedzi w tym pierwszym. I to zmienia projekt od fundamentu. Strona dla SSC może być statyczną wizytówką, którą aktualizujesz raz na kwartał. Strona dla hotelu czy restauracji to żywy organizm — rezerwacje, sezonowość, języki, mapa, menu, które zmienia się co tydzień. Jeśli zrobisz hotelowi to samo, co korporacji, dostanie ładną broszurę, która nie potrafi przyjąć gościa. Dlatego cały ten tekst jest o pierwszym Krakowie. Drugi obsłużę w trzech zdaniach na końcu.
Strona dla turystyki, gastronomii i hotelu
Turysta, który trafia na Twoją stronę, podjął decyzję w głowie zanim doczytał drugie zdanie. Szuka konkretu: czy są wolne miejsca, ile to kosztuje, gdzie to jest, jak zarezerwować. Wszystko inne to szum.
Restauracja pod Wawelem, z którą pracowałem, miała śliczną stronę z galerią dań na pół ekranu — i numer telefonu schowany w stopce. Goście dzwonili z konkurencji, bo tam numer był widoczny od razu. Przeniosłem telefon i przycisk „Zarezerwuj stolik" na górę, dodałem menu jako czytelny tekst (nie PDF, nie zdjęcie kartki), i ruch z „kliknięć do telefonu" w Profilu Firmy wzrósł na tyle, że właściciel przestał pytać, czy strona „w ogóle coś daje".
Co taka strona musi mieć:
- Jedno oczywiste działanie na ekranie — rezerwacja, telefon, „sprawdź dostępność". Nie pięć przycisków obok siebie.
- Menu i ceny jako tekst, który Google i modele AI przeczytają. PDF z menu jest niewidzialny dla wyszukiwarki.
- Mapę i godziny otwarcia od razu, bez przewijania. Turysta sprawdza to pierwsze.
- Zdjęcia, które się ładują — a nie 4 MB każde, bo wtedy strona stoi na telefonie w roamingu.
Dla hotelu czy apartamentów dochodzi rzecz, której nie obejdziesz: integracja z silnikiem rezerwacyjnym albo channel managerem. Sama strona nie sprzeda pokoju — musi rozmawiać z systemem, który pilnuje dostępności. Tu zwykle podpinam zewnętrzny silnik (Profitroom, Booking jako kanał, czasem prostszy widget) zamiast budować rezerwacje od zera, bo budowanie własnego jest droższe i bardziej awaryjne niż cokolwiek, co już działa na rynku.
Sezonowość i rezerwacje: strona, która wytrzyma szczyt
Kraków nie ma równego roku. Maj, długie weekendy, lipiec–sierpień, sylwester, okres komunijny dla restauracji — to są piki. Reszta to dolina. Strona, którą robisz dla takiego biznesu, musi działać dokładnie w tym jednym dniu, kiedy wszyscy wchodzą naraz.
Wyobraź sobie sobotni poranek długiego weekendu. Pięćdziesiąt osób jednocześnie sprawdza dostępność pokoi. Strona na współdzielonym hostingu za 15 zł miesięcznie zaczyna mielić, czas ładowania skacze do ośmiu sekund, połowa ludzi wraca do Google i klika w następny hotel. Pik to jest moment, w którym zarabiasz albo tracisz cały sezon — a tania infrastruktura wykłada się akurat wtedy.
Dlatego strony dla biznesu sezonowego stawiam jako statyczny render na CDN (Next.js albo Astro na Vercelu/Netlify). Statyczna strona nie ma „bazy danych, która się zatka" — serwowana jest z krawędzi sieci, więc pięćdziesiąt osób czy pięćset, czas ładowania się nie rusza. Dynamiczna zostaje tylko ta część, która naprawdę musi być dynamiczna: dostępność i rezerwacja, obsłużone przez zewnętrzny silnik, który jest budowany pod takie piki.
Druga rzecz, o której mało kto myśli przed sezonem: co pokazujesz, gdy jest pełne obłożenie? Strona, która w lipcu wyświetla „brak wolnych miejsc" i kropka, traci gościa, którego mogłaby przejąć — wystarczy formularz „daj znać przy zwolnieniu" albo podpowiedź wolnego terminu. To kosztuje pół dnia pracy, a ratuje rezerwacje, które inaczej idą do konkurencji.
Ile to kosztuje
Widełki, których używam przy wycenie krakowskich projektów turystycznych i gastronomicznych:
- Strona dla restauracji / kawiarni / przewodnika (wizytówka + menu + rezerwacja przez telefon lub prosty formularz). 700–1 500 €. Wielojęzyczna, szybka, z lokalnym SEO i Profilem Firmy ustawionym porządnie.
- Strona dla hotelu / pensjonatu / apartamentów z integracją silnika rezerwacyjnego. 1 800–4 000 €. Tu płacisz głównie za połączenie z systemem rezerwacji, kilka języków i to, żeby wszystko trzymało pik.
- Biuro podróży / organizator tour z katalogiem wycieczek. 2 000–4 500 €, zależnie od liczby ofert i tego, czy rezerwacja idzie online, czy przez zapytanie.
Skąd rozpiętość? Głównie z integracji i liczby języków, nie z „designu". Sam silnik rezerwacyjny to często osobny koszt abonamentowy po stronie dostawcy — uprzedzam o tym przed startem, bo to bywa większa pozycja niż sama strona w skali roku.
Gdzie krakowskie firmy turystyczne przepłacają: za wodospad animacji, których gość na telefonie w słońcu na Rynku nawet nie zauważy. Gdzie tną za mocno: na wersjach językowych i na hostingu, który wytrzyma sezon. Widziałem hotel, który wydał 5 000 € na efektowną stronę i oszczędził na hostingu — położyła się w pierwszą majówkę.
Wielojęzyczność dla turystów — nie tylko PL/EN
To jest punkt, w którym Kraków różni się od większości polskich miast. Tu PL/EN to absolutne minimum, a często za mało.
Spójrz, kto realnie przyjeżdża. Brytyjczycy i Irlandczycy na weekendy (tania siatka połączeń z Balic). Niemcy. Ogromna fala z Ukrainy — i turyści, i mieszkańcy. Hiszpanie, Włosi, Francuzi grupami. Do tego coraz więcej gości z Azji w segmencie premium. Hotel albo biuro podróży, które mówi tylko po polsku i po angielsku, zostawia pieniądze na stole — dosłownie codziennie, bo niemiecki gość rezerwuje tam, gdzie przeczyta warunki po niemiecku.
Jak to robię w praktyce, żeby nie utopić budżetu:
- PL/EN zawsze, plus zwykle DE i UA dla hotelarstwa i gastronomii. Reszta języków — gdy dane z Profilu Firmy albo z rezerwacji pokazują realny ruch.
- Osobne adresy URL na język (
/de/,/uk/), nie przełącznik, który gubi się dla Google. Każda wersja ma rankować osobno na swoje frazy. hreflangustawiony poprawnie, żeby niemiecki gość dostawał z wyszukiwarki niemiecką wersję, a nie polską.- Tłumaczenie robione przez człowieka dla treści, które sprzedają (oferta, warunki rezerwacji, polityka anulowania). Automat do reszty — ale nie do tego, na czym gość podejmuje decyzję o płatności.
Wersje językowe nie są kosztem marketingowym „na pokaz". Dla biznesu, który żyje z ruchu przylotowego, to jest podstawa konwersji. Jeśli chcesz zobaczyć pełen zakres i przykłady, zobacz usługę tworzenia stron.
Ile trwa i jak pracuję
Czas zależy od integracji, nie od liczby podstron:
- Strona dla restauracji / przewodnika — 1,5–3 tygodnie. Najwięcej czasu zjada zebranie menu, zdjęć i tłumaczeń od Ciebie, nie kod.
- Strona dla hotelu z silnikiem rezerwacyjnym — 3–5 tygodni, bo dochodzi konfiguracja i testy integracji w obie strony (czy strona poprawnie czyta dostępność i czy rezerwacja wpada do systemu).
- Biuro podróży z katalogiem — 3–6 tygodni.
Jak prowadzę projekt: krótka rozmowa discovery (30 minut, pytam o sezon, języki i sposób rezerwacji), stała wycena z datą startu przed rozpoczęciem, wdrożenie na Next.js 15 z wielojęzycznością i SEO w fundamentach, a potem 30 dni poprawek po starcie. Domena i hosting zostają na Twoim koncie — strona jest Twoja, nie moja.
Jedno zastrzeżenie o sezonie: nie startuję dużej zmiany na żywej stronie hotelu tydzień przed majówką. Albo robimy to z zapasem przed pikiem, albo czekamy, aż dolina da margines na testy. Wdrożenie w środku szczytu to proszenie się o stratę rezerwacji.
A jeśli jesteś z tego drugiego Krakowa — korporacja, SSC, B2B bez rezerwacji — to inny, prostszy projekt: statyczna wizytówka po angielsku, bez sezonowości i silnika. Napisz, dopasuję zakres.
FAQ
Czy strona dla krakowskiego hotelu musi mieć system rezerwacji online? W praktyce tak — gość przyzwyczajony do Bookingu oczekuje, że sprawdzi dostępność i zarezerwuje od razu. Zwykle podpinam zewnętrzny silnik rezerwacyjny albo channel manager zamiast budować rezerwacje od zera, bo gotowe systemy są tańsze, pewniejsze i lepiej trzymają sezonowy pik. Sama strona pozostaje statyczna i szybka, a dynamiczna jest tylko warstwa dostępności.
Jakie języki powinna mieć strona turystyczna w Krakowie?
PL i EN to minimum, a dla hotelarstwa i gastronomii zwykle dokładam DE i UA, bo to realne grupy gości przylatujących do Balic i przyjeżdżających z Ukrainy. Każdy język dostaje osobny adres URL i poprawny hreflang, żeby rankować i wyświetlać się we właściwej wersji. Kolejne języki dodaję dopiero, gdy dane z rezerwacji pokazują, że jest na nie ruch.
Czy moja strona wytrzyma ruch w sezonie i w długi weekend? Wytrzyma, jeśli jest postawiona jako statyczny render na CDN — wtedy pięćdziesiąt osób naraz czy pięćset nie zmienia czasu ładowania, bo nie ma bazy, która mogłaby się zatkać. Tani współdzielony hosting kładzie się akurat w piku, czyli w momencie, w którym zarabiasz najwięcej. Dynamiczną zostawiam tylko rezerwację, obsłużoną przez silnik budowany pod taki ruch.
Ile kosztuje strona dla restauracji albo hotelu w Krakowie? Strona dla restauracji, kawiarni lub przewodnika z menu i rezerwacją przez telefon to realnie 700–1 500 €, a strona dla hotelu z integracją silnika rezerwacyjnego i kilkoma językami 1 800–4 000 €. Rozpiętość bierze się głównie z integracji i liczby wersji językowych, nie z grafiki. Do tego dochodzi zwykle abonament po stronie dostawcy silnika rezerwacyjnego, o którym uprzedzam przed startem.
Kiedy najlepiej zrobić nową stronę dla biznesu sezonowego? Poza szczytem — z zapasem przed majówką, latem czy sylwestrem, żeby został margines na testy. Wdrożenie dużej zmiany na żywej stronie tydzień przed pikiem to ryzyko utraty rezerwacji w najgorszym możliwym momencie. Jeśli sezon już trwa, zwykle czekam z większą przebudową do doliny, a w piku robię tylko bezpieczne poprawki.
Prowadzisz hotel, restaurację albo biuro podróży w Krakowie i chcesz stronę, która wytrzyma sezon i sprzeda w kilku językach? Umów 30-minutową rozmowę — opowiesz o projekcie i sezonie, a w 24 godziny masz stałą wycenę z datą startu.



